Problem nadmiernej masy ciała wśród dzieci przestał być zjawiskiem dotyczącym niewielkiej grupy rodzin. Narodowy Fundusz Zdrowia podaje, że według kryteriów WHO nadmierna masa ciała występuje już u około jednej trzeciej dzieci w wieku wczesnoszkolnym w Polsce. W grupie osób poniżej 20. roku życia otyłość dotyczy około 13 proc. chłopców i 5 proc. dziewcząt, a nadwaga odpowiednio 31 i 21 proc. Najnowsza europejska edycja badania COSI obejmująca lata 2022-2024 pokazuje ponadto, że Polska należy do państw, w których problem pozostaje poważny - otyłość stwierdzano u około 15 proc. badanych dzieci w wieku 7-9 lat. WHO podkreśla przy tym, że w większości badanych krajów nie udało się wyraźnie zmniejszyć częstości nadwagi i otyłości.
Od 1 września 2026 roku polskie szkoły i przedszkola działają już według nowych zasad żywienia. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 lutego 2026 roku, opublikowane w Dzienniku Ustaw pod poz. 197, zastąpiło regulację obowiązującą od 2016 roku. Zmiany obejmują zarówno stołówki, jak i sklepiki, bufety oraz automaty vendingowe. Pojawiają się między innymi obowiązkowe dania z roślin strączkowych, większy udział warzyw i produktów pełnoziarnistych, ograniczenia dotyczące cukru, soli i tłuszczu oraz zamknięty katalog produktów dopuszczonych do sprzedaży uczniom. Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że nawet 80 proc. polskich dzieci nie spożywa rekomendowanej ilości warzyw i owoców. Nowe przepisy mają zmienić przede wszystkim środowisko, w którym dzieci codziennie dokonują wyborów żywieniowych.
Jak dużym problemem jest obecnie otyłość dzieci w Polsce?
Dane pokazują, że nie można już mówić o marginalnym zjawisku. NFZ informuje, że nadmierną masę ciała ma około 33 proc. dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Z kolei w szóstej rundzie europejskiego monitoringu COSI, prowadzonej w latach 2022-2024, Polska znalazła się w grupie państw z wysokim odsetkiem otyłości wśród dzieci w wieku 7-9 lat. Według zestawienia WHO wartość dla Polski wyniosła około 15 proc., podczas gdy średnia całej analizowanej grupy państw wynosiła około 10 proc. Badanie objęło łącznie około 470 tys. dzieci z 37 krajów, dzięki czemu pozwala porównywać sytuację za pomocą jednolitej metodologii.
Jeszcze szerszy obraz pokazują dane WHO dla całego regionu europejskiego. Nadwaga lub otyłość dotyczą około jednej trzeciej dzieci w wieku szkolnym, a wśród nastolatków problem nadmiernej masy ciała występuje u około jednej czwartej. Nie oznacza to, że każde dziecko z wyższą masą ciała będzie chore w dorosłości, ale statystycznie rośnie ryzyko utrzymywania się otyłości oraz rozwoju zaburzeń metabolicznych. NFZ wymienia między innymi nadciśnienie, insulinooporność, dyslipidemię, stłuszczeniową chorobę wątroby i problemy układu kostno-stawowego. Otyłość dziecięca jest przy tym problemem wieloczynnikowym, a nie prostym skutkiem "jedzenia za dużo". Znaczenie mają dieta, aktywność, sen, środowisko, czynniki psychologiczne, genetyczne i zdrowotne.
Co dokładnie zmieniło się w żywieniu szkolnym od 1 września 2026 roku?
Od początku roku szkolnego 2026/2027 wszystkie objęte regulacją szkoły, przedszkola i inne jednostki systemu oświaty muszą stosować nowe rozporządzenie dotyczące żywności sprzedawanej dzieciom oraz żywienia zbiorowego. Przepisy dotyczą nie tylko kuchni prowadzonej bezpośrednio przez szkołę. Muszą uwzględniać je również firmy cateringowe, ajenci prowadzący szkolne sklepiki, operatorzy automatów vendingowych oraz osoby odpowiedzialne za układanie jadłospisów i zakupy. Poprzednie zasady pochodziły z 2016 roku, a nowe regulacje mają lepiej odpowiadać aktualnym normom żywieniowym.
Największa zmiana polega na bardziej szczegółowym określeniu struktury jadłospisu, a nie wyłącznie eliminowaniu pojedynczych produktów. W codziennych posiłkach mają pojawiać się warzywa lub owoce, przy czym preferowane są warzywa. Większe znaczenie otrzymują produkty zbożowe pełnoziarniste i rośliny strączkowe. W żywieniu całodziennym przewidziano co najmniej dwie porcje mleka lub odpowiednich alternatyw roślinnych. Jadłospisy mają być oceniane w szerszej perspektywie, a ich bilans energetyczny uwzględniany w ujęciu dekadowym. Dzięki temu prawidłowość menu nie ma zależeć wyłącznie od pojedynczego dnia, ale od całego planu żywienia.
Czy od września szkoły muszą podawać dzieciom obiad roślinny?
Tak. Jednym z najbardziej charakterystycznych nowych wymogów jest co najmniej jeden pełnowartościowy posiłek obiadowy tygodniowo oparty na nasionach roślin strączkowych i niezawierający produktów odzwierzęcych. W praktyce może to oznaczać dania przygotowane między innymi z fasoli, soczewicy, ciecierzycy czy grochu. Ministerstwo Zdrowia traktuje tę zmianę jako sposób na zwiększenie różnorodności jadłospisów, a nie jako całkowite zastępowanie mięsa. Równolegle przepisy wymagają w skali tygodnia co najmniej jednej porcji ryby oraz dwóch porcji mięsa świeżego.
Nowe przepisy uwzględniają również dzieci pozostające na dietach roślinnych. W dni, w których stołówka podaje mięso lub rybę, placówka ma zapewnić takim uczniom odpowiednią potrawę roślinną bez produktów odzwierzęcych, w szczególności opartą na strączkach. Rozporządzenie uwzględnia też produkty bezglutenowe, bezlaktozowe oraz napoje i alternatywy roślinne wzbogacone przynajmniej w wapń i witaminę B12. Nie oznacza to jednak stworzenia jednej identycznej diety dla wszystkich dzieci. Jadłospis nadal powinien uwzględniać wiek, zapotrzebowanie energetyczne oraz szczególne potrzeby żywieniowe.
Jak często w nowych szkolnych jadłospisach mogą pojawiać się potrawy smażone?
Nowe rozporządzenie przewiduje, że od poniedziałku do piątku w szkolnym jadłospisie mogą znaleźć się maksymalnie dwie potrawy smażone. Jednocześnie w skali tygodnia powinny pojawić się co najmniej dwie zupy przygotowane na wywarach warzywnych. Przy daniach mięsnych mocniej zaakcentowano wykorzystanie świeżego mięsa zamiast wysokoprzetworzonych produktów mięsnych. Zmiana nie oznacza zatem całkowitego zakazu kotleta, naleśników czy innych potraw przygotowywanych na patelni, ale ma ograniczać sytuacje, w których smażenie jest dominującą techniką przygotowywania szkolnych obiadów.
To ważne także z punktu widzenia sposobu myślenia o zdrowym jadłospisie. Pojedyncza smażona potrawa nie przesądza o wartości całej diety, podobnie jak jedna sałatka nie sprawia automatycznie, że menu jest dobrze zbilansowane. Dlatego przepisy określają jednocześnie częstotliwość różnych grup produktów. Szkoła ma zapewniać ryby, świeże mięso, strączki, warzywa, owoce i pełne ziarna oraz ograniczać produkty o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu. Zamiast skupiać się na jednym "zakazanym" składniku, regulacja próbuje wpływać na całokształt żywienia podczas wielu godzin spędzanych przez dziecko w placówce.
Co zmieniło się w sklepikach szkolnych i automatach z przekąskami?
Od 1 września obowiązuje zamknięty katalog grup produktów, które mogą być sprzedawane dzieciom i młodzieży na terenie placówek oświatowych. Wśród dopuszczonych produktów znajdują się między innymi pieczywo, kanapki, sałatki, mleko i produkty mleczne, odpowiednie napoje roślinne, produkty zbożowe, warzywa, owoce, orzechy i nasiona, soki i musy bez dodatku substancji słodzących, woda oraz gorzka czekolada zawierająca co najmniej 70 proc. kakao. Z poprzednich regulacji usunięto kategorię "inne", która pozostawiała większą możliwość wprowadzania produktów niewymienionych w podstawowym katalogu.
Samo znalezienie produktu w odpowiedniej kategorii nie zawsze wystarcza. Dla części żywności określono maksymalną zawartość cukrów, tłuszczu i soli. Przykładowo produkty zbożowe mogą zawierać do 10 g cukrów, 10 g tłuszczu i 1 g soli w 100 g lub 100 ml produktu. Dla pieczywa półcukierniczego i cukierniczego przewidziano do 13,5 g cukrów, 10 g tłuszczu i 1,2 g soli w 100 g. Produkty mleczne oraz odpowiednie napoje roślinne podlegają limitowi 10 g cukrów. Dla ajentów sklepików oznacza to konieczność czytania etykiet, a nie tylko wybierania produktów na podstawie ich nazwy czy opakowania.
Czy słodkie napoje całkowicie zniknęły ze szkół od września 2026 roku?
Nowe przepisy zdecydowanie ograniczają cukier w napojach, ale nie oznaczają prostego zakazu wszystkiego, co ma słodki smak. Podstawowym napojem promowanym przez przepisy jest woda. Napoje przygotowywane na miejscu, takie jak herbata, kakao czy określone napoje mleczne, mogą zawierać maksymalnie 5 g cukru dodanego na 250 ml gotowego napoju. W katalogu sprzedażowym znajdują się również napoje bez dodatku cukrów i substancji słodzących, a koktajle przygotowywane z owoców, warzyw, mleka czy odpowiednich napojów roślinnych także nie powinny mieć dodatkowego dosładzania.
Ograniczenie napojów z dużą ilością cukru jest istotne, ponieważ kalorie w płynie łatwo zwiększają całkowitą podaż energii bez dawania takiej sytości jak pełny posiłek. NFZ jako jeden z podstawowych elementów rodzinnego zapobiegania nadmiernej masie ciała wskazuje zastępowanie słodzonych napojów wodą. Nie oznacza to oczywiście, że jeden napój powoduje otyłość. Znaczenie ma powtarzający się wzorzec żywienia i całego stylu życia. Nowe przepisy próbują więc ograniczyć sytuację, w której dziecko codziennie przez kilka lat ma w szkolnym otoczeniu łatwy dostęp głównie do słodkich napojów i przekąsek.
Czy nowe zasady żywienia w szkołach dotyczą także jedzenia przynoszonego z domu?
Nie. Regulacja określa produkty sprzedawane na terenie jednostek systemu oświaty oraz żywność wykorzystywaną w ramach szkolnego i przedszkolnego żywienia zbiorowego. Nie wprowadza zakazu wkładania dziecku do plecaka określonej kanapki, przekąski czy produktu przygotowanego w domu. Główny Inspektorat Sanitarny wyraźnie zaznacza, że rodzice nadal samodzielnie podejmują decyzje dotyczące posiłków przynoszonych przez dziecko. Nowe przepisy regulują środowisko tworzone przez samą placówkę, a nie prywatne wybory rodziny.
Ma to znaczenie także przy ocenie możliwej skuteczności reformy. Dziecko spędza w szkole dużą część dnia, ale pozostałe posiłki spożywa zazwyczaj w domu lub poza placówką. Jeżeli w stołówce otrzymuje wodę, warzywa i odpowiednio skomponowany obiad, a po lekcjach regularnie pije duże ilości słodzonych napojów i spożywa wysokoenergetyczne przekąski, szkolne regulacje nie zrównoważą automatycznie całej diety. Z drugiej strony szkoła może stworzyć codzienny wzorzec, w którym warzywo, woda czy pełnoziarnisty produkt przestają być czymś wyjątkowym i stają się zwykłym elementem posiłku.
Czy nowe szkolne menu może realnie zmniejszyć problem otyłości dzieci?
Może być jednym z elementów profilaktyki, ale nie ma podstaw, aby oczekiwać, że samo rozporządzenie odwróci trend. WHO wskazuje poprawę standardów szkolnych posiłków jako jedną z rekomendowanych polityk przeciwdziałania otyłości, obok ograniczeń marketingu niezdrowej żywności skierowanego do dzieci, polityki dotyczącej napojów słodzonych, czytelnego oznakowania produktów i wspierania aktywności fizycznej. Otyłość jest chorobą wieloczynnikową, więc jej zapobieganie wymaga działania na wielu poziomach jednocześnie.
Znaczenie szkoły wynika przede wszystkim z regularności. Uczeń może przez kilkanaście lat spożywać w placówkach tysiące posiłków i dokonywać tysięcy drobnych wyborów w sklepiku czy automacie. Jeżeli domyślną opcją jest woda zamiast słodkiego napoju, warzywo znajduje się przy każdym posiłku, a strączki, pełne ziarna i ryby pojawiają się regularnie, środowisko zaczyna sprzyjać bardziej zróżnicowanej diecie. Nie można jednak po kilku tygodniach oczekiwać mierzalnego spadku odsetka dzieci z otyłością. Efekty takiej polityki powinny być oceniane po latach i razem z danymi dotyczącymi całego stylu życia dzieci.
Dlaczego otyłość u dziecka nie powinna być oceniana tak samo jak u dorosłego?
W przypadku dziecka masa ciała musi być interpretowana w odniesieniu do wieku, płci i rozwoju. Nie wystarczy zastosować prostych progów BMI przeznaczonych dla dorosłych. NFZ wskazuje na wykorzystywanie odpowiednich siatek centylowych, które pozwalają porównać wynik dziecka z populacją tej samej płci i wieku. Ocena powinna uwzględniać również tempo wzrastania i rozwój, dlatego pojedyncza liczba na wadze nie jest wystarczającą podstawą do samodzielnego rozpoznania problemu zdrowotnego.
Szczególnie ważne jest unikanie stygmatyzowania dzieci. Problem nadmiernej masy ciała nie powinien być sprowadzany do wyglądu, silnej woli czy moralnej oceny sposobu jedzenia. NFZ wskazuje, że wśród czynników sprzyjających otyłości znajdują się nie tylko nadmierna podaż energii i mała aktywność, ale także sen, stres, problemy emocjonalne, uwarunkowania genetyczne i niektóre choroby. Jeżeli rodzic ma wątpliwości dotyczące rozwoju dziecka, właściwym kierunkiem jest rozmowa z pediatrą lub innym specjalistą, a nie restrykcyjna dieta wprowadzona samodzielnie na podstawie masy ciała.
Jak aktywność fizyczna i siedzący tryb życia wpływają na otyłość dzieci?
Żywienie jest tylko jedną częścią równania. WHO w monitoringu COSI analizuje również aktywność fizyczną, sposób docierania do szkoły i inne zachowania dzieci, ponieważ nadmierna masa ciała rozwija się pod wpływem całego środowiska życia. W europejskiej rundzie COSI 2022-2024 tylko około połowa dzieci aktywnie docierała do szkoły, na przykład pieszo lub rowerem. Rozwój ekranowej rozrywki, dowożenie dzieci samochodem i ograniczona spontaniczna aktywność mogą sprawiać, że dzienne zapotrzebowanie energetyczne jest mniejsze niż dawniej.
Dlatego nawet idealnie skomponowany szkolny obiad nie zastąpi ruchu. Profilaktyka powinna obejmować możliwość aktywnej zabawy, lekcje wychowania fizycznego, sport rekreacyjny i codzienną aktywność poza szkołą. Nie chodzi przy tym o zmuszanie dziecka do intensywnego treningu w celu "spalania kalorii". Aktywność powinna być czymś regularnym, dostosowanym do wieku i możliwie atrakcyjnym. NFZ podkreśla również znaczenie działania całej rodziny, ponieważ dużo łatwiej budować aktywny styl życia wtedy, gdy ruch jest zwykłym elementem wspólnie spędzanego czasu, a nie karą nakładaną na dziecko z powodu jego masy ciała.
Dlaczego sen może mieć znaczenie w problemie nadwagi i otyłości u dzieci?
Sen jest jednym z czynników często pomijanych w publicznej dyskusji o masie ciała. NFZ wymienia niedostateczną ilość snu wśród elementów mogących sprzyjać rozwojowi otyłości u dzieci. Zależność jest złożona i nie oznacza, że kilka krótszych nocy spowoduje nagły przyrost masy ciała. Chronicznie niewystarczający sen może jednak wpływać na apetyt, samopoczucie, aktywność w ciągu dnia oraz zachowania żywieniowe. Zmęczone dziecko może również mniej chętnie podejmować ruch i częściej wybierać bierne formy odpoczynku.
To pokazuje, dlaczego odpowiedzią na otyłość dziecięcą nie powinien być wyłącznie jadłospis z policzonymi kaloriami. Regularność dnia, odpowiednia ilość snu, aktywność, relacja z jedzeniem oraz środowisko rodzinne są ze sobą powiązane. Jeżeli działania profilaktyczne skupiają się tylko na eliminacji słodyczy, można pominąć inne istotne elementy. Szkolne przepisy rozwiązują fragment problemu, tworząc zdrowsze środowisko żywieniowe w placówce. Pozostałe obszary wymagają jednak współpracy rodziny, szkoły, ochrony zdrowia i samych dzieci.
Dlaczego szkoły mają podawać więcej warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych?
Ministerstwo Zdrowia informuje, że nawet 80 proc. dzieci w Polsce nie spożywa zalecanej ilości warzyw i owoców. Nowe regulacje przewidują więc ich obecność przy każdym posiłku, z przewagą warzyw. Jednocześnie większy nacisk położono na produkty zbożowe pełnoziarniste. Takie podejście zwiększa udział produktów o wysokiej wartości odżywczej oraz błonnika w diecie i może ułatwiać komponowanie posiłków, które zapewniają sytość bez nadmiernego koncentrowania energii w małej objętości.
Istotna jest również różnorodność. Celem nie jest zamiana jednego produktu w obowiązkowy "superfood", lecz przyzwyczajenie dzieci do regularnej obecności różnych warzyw, owoców, zbóż, strączków, ryb i innych grup żywności. Właśnie dlatego rozporządzenie opisuje jadłospis w skali całego tygodnia. Dziecko, które nie lubi konkretnej surówki, może zaakceptować zupę warzywną, pieczone warzywa albo inne danie. Z perspektywy kształtowania nawyków liczy się wielokrotna ekspozycja na różne produkty, a nie oczekiwanie, że każdy uczeń zje bez zastrzeżeń wszystkie elementy nowego menu od pierwszego tygodnia.
Czy uczniowie nadal mogą kupić w szkolnym sklepiku słodkie produkty?
Tak, ale oferta jest znacznie bardziej ograniczona parametrami niż w zwykłym sklepie poza terenem szkoły. Nowy katalog dopuszcza przykładowo pieczywo półcukiernicze i cukiernicze, lecz musi ono spełniać odpowiednie limity dotyczące cukrów, tłuszczu i soli. Dozwolona jest także gorzka czekolada zawierająca co najmniej 70 proc. kakao. Nie jest więc prawdą, że od września w polskich szkołach obowiązuje całkowity zakaz każdego produktu kojarzonego ze słodkim smakiem. Regulacja ma ograniczać dostęp do żywności o niskiej wartości odżywczej, a nie stworzyć menu składające się wyłącznie z warzyw i wody.
Z punktu widzenia profilaktyki może to być bardziej praktyczne niż podział produktów na absolutnie "dobre" i "złe". Problem zdrowotny wynika przede wszystkim ze wzorca regularnego odżywiania, częstotliwości i ilości spożywanych produktów. Jeżeli słodka przekąska jest jednym z elementów zróżnicowanej diety, jej znaczenie jest inne niż w sytuacji, gdy dziecko codziennie zastępuje nią pełnowartościowe drugie śniadanie. Nowe przepisy próbują sprawić, aby na terenie szkoły łatwiejszym wyborem były produkty spełniające określone wymagania, przy jednoczesnym pozostawieniu pewnej różnorodności.
Czy szkoła może nauczyć dziecko zdrowego jedzenia, jeśli w domu obowiązują inne zasady?
Szkoła może mieć duży wpływ, ale nie zastąpi środowiska domowego. NFZ podkreśla, że w przypadku dzieci zdrowe nawyki warto wprowadzać w całej rodzinie. Regularne posiłki, ograniczenie słodzonych napojów, wspólna aktywność i odpowiednia ilość snu są znacznie łatwiejsze do utrzymania, gdy nie dotyczą wyłącznie jednego dziecka. Szczególnie niekorzystne może być tworzenie sytuacji, w której dziecko z nadmierną masą ciała otrzymuje osobne "dietetyczne" jedzenie, podczas gdy pozostali członkowie rodziny jedzą zupełnie inaczej.
Najbardziej spójny model powstaje wtedy, gdy szkoła i dom przekazują podobne sygnały. Woda jest normalnym napojem, warzywa zwykłą częścią obiadu, słodycze nie są podstawową nagrodą, a aktywność fizyczna stanowi część codzienności. Nie chodzi przy tym o perfekcyjny jadłospis siedem dni w tygodniu. Znacznie ważniejszy jest dominujący schemat zachowań utrzymywany przez miesiące i lata. Z tego punktu widzenia nowe przepisy szkolne mogą mieć znaczenie nawet wtedy, gdy nie rozwiązują całego problemu - tworzą jedno z codziennych środowisk, w którym zdrowszy wybór ma być łatwiejszy.
Czy nowe zasady żywienia wystarczą, aby zahamować wzrost otyłości dzieci?
Nie ma jednej regulacji, która samodzielnie rozwiąże problem. WHO określa otyłość jako chorobę wieloczynnikową i wskazuje na znaczenie środowiska żywnościowego, aktywności fizycznej, marketingu, cen produktów, warunków społecznych i systemu ochrony zdrowia. W Europie problem pozostaje bardzo poważny mimo wielu wcześniejszych programów edukacyjnych. Najnowsze dane COSI pokazują, że w większości uczestniczących państw nie udało się obniżyć częstości nadwagi i otyłości, a tam, gdzie następowała zmiana, wzrost otyłości był częstszy niż jej spadek.
Nowe przepisy obowiązujące od 1 września 2026 roku warto więc traktować jako zmianę środowiska, a nie terapię otyłości. Stołówka nie leczy dziecka, a szkolny sklepik nie zastępuje pediatry, dietetyka ani wsparcia rodziny. Może jednak sprawić, że przez kilka godzin każdego dnia dziecko ma łatwiejszy dostęp do wody, warzyw, pełnych ziaren, strączków i bardziej zbilansowanych posiłków, a mniejszy do wysoko przetworzonej żywności o dużej zawartości cukru, soli i tłuszczu. Przy problemie dotyczącym już około jednej trzeciej dzieci w wieku wczesnoszkolnym nawet taka zmiana nie jest drobnym detalem. Jej prawdziwy efekt będzie można jednak ocenić dopiero wtedy, gdy nowe zasady staną się codzienną praktyką, a nie tylko zapisem w rozporządzeniu.







Jerzy